PRO MEMORIA


 

ZUZA ODESZŁA



Każdy ma w sercu jakiś strach. Mroczny i ciągle obecny. Głośno mówi, że go nie ma, ale on szepcze każdym uderzeniem pulsu.

Ona będzie żyła wiecznie, mówiłam. Zuza nie może umrzeć, bo wtedy skończyłby się świat, a na to nie pozwoli żadna siła wyższa. Proste. Możemy więc nadal planować, kto zostanie z nią w czasie wakacji, kupować wielkie worki karmy, zapasy kurczaka i miękkie koce. Będziemy nadal prowadzić nasze spokojne rozmowy. Ja do niej czule przemawiam, a ona mi odpowiada całą sobą. Nigdy nie skończą się nasze człapiące spacery, podawane rano tabletki, pachnące pieluszki i przytulasy.


Dźwięk dzwonka. Mama. Przyjedź, z Zuzą coś się dzieje.


Nie zdążyłam.

Nie powiedziałam-zostań, nie umiem żyć bez ciebie.

Nie powiedziałam-odejdź, już możesz zasnąć.

Biegłam, by zobaczyć blady język wystający spod koca, kiedy pan niósł ją w ramionach. Cały mój świat skurczył się do suchego nosa i bladych śluzówek. Do świadomości, że jej już nie ma w tym szczupłym ciele staruszki.

Do końca życia będę wdzięczna, że nie była sama, kiedy nagle przewróciła się i zawyła jak nigdy przedtem. Konała na kolanach Babci, głaskana, całowana i żegnana od wszystkich. Moja Mama czuła, że Zuza na nią zaczeka. Od jakiegoś czasu zgłębiała temat psiej śmierci. Wiedziała.

Egoistycznie jestem wdzięczna mojej córeczce, że nie musiałam podejmować za nią decyzji o odejściu. Nie potrafiłabym. To był ostatni podarunek. Nawet odeszła tak, jak tylko można sobie zażyczyć.

Pochowaliśmy ją w pięknym lesie. Pan wcześniej wybrał miejsce (wychodzi na to, że wszyscy mieli więcej odwagi ode mnie). Pamiętam przejmujący wiatr i jej puste oczy. Ułożyliśmy ją na świerkowych gałęziach, okrytą kocem i tysiącem wyszeptanych pożegnań. Pozostał banalny ból pustego miejsca w rzeczywistości. Przejmująca cisza. Przytłaczający brak. Zagubiona Wydra, która straciła przyjaciółkę. 

Zuzy nikt i nic nie zastąpi. Nie ma takiej możliwości. Mojej najstarszej córki. Mojego urwisa z gwiazdami w czarnych oczach. Nauczycielki. Przyjaciółki. Iskry życia. Była jedyna. Dziękuję Ci losie, że miałam zaszczyt jej towarzyszyć.

Ps. Nadal do niej mówię.

Komentarze

  1. Bardzo mi przykro... rozumiem ból, cieszę się , że mam zaszczyt ją pożegnać wraz z Tobą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie smutne i bardzo piękne nawet nie mogę myśleć o takiej chwili moja psia królewna ma 12 lat mam nadzieję że to nigdy nie nastąpi,wiem to niemożliwe 😢❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna jest ta Wasza Miłość, bo Ona będzie już na zawsze

    OdpowiedzUsuń
  4. Miłość. Ta cząsteczka Grassa, który już mnie zostawił, a ona przetrwała. I wybuchła płomieniem o imieniu Gizmo. Magiczna reinkarnacja. Ciągle tu jest. Kocham.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty